Reklama:





Zapraszamy:





Z doliny łez





Wtedy figlom nie było końca, a co najbardziej pobudzało do nich młodzież, to oburzenie obraźliwej panny.
Na nieszczęście oburzenie to zwracało się najczęściej w niewłaściwą całkiem stronę, przeciw najniewinniejszemu sowietnikowi.
Zdarzyło się na przykład, że do ustronnej alei, po której panna Kryspina lubiła się przechadzać wieczorami, odmawiając pacierze, zaprowadzono zdradą starego, a za chwilę
rzucano się na niego z zarzutami, że petajemnie _rendez vous _sobie daje ze staruszką.
Sowietnik bywało, żegna się tylko i rękami zasłania swoim zwyczajem.
— Bójcie się Boga!
— woła płaczliwym głosem — ja, jak ja; rzucajcie już na moje siwe włosy oszczerstwa, nie zważając na kilkadziesiąt lat nieskazitelnej służby. Ale dama!
Uważajcie tylko, honor damy! Jak śmiecie lekce go ważyć!
Na to panna Kryspina, dosłyszawszy, czy domyśliwszy się o co idzie, wpadała jak furya, skacząc staremu pazurami do oczu.
— Będziesz mi pan tu bronił mego honoru! Widzisz go, jaki adwokat!
Zmawia się z rozpustnymi młokosami, żeby mnie dawać na śmiech ludzki i języki, a potem udaje świętoszka i niewiniątko, zbereźnik stary! Siwe włosy, a rozumu nie ma.
I nie wstyd to panu? Tfu!
Panna Kryspina znikała, trzaskając z całej siły drzwiami.
Sowietnik stał, jak kamienny posąg z przerażenia, z rękami opuszczonemi i szklannym wzrokiem, a słuchacze, ci oczywiście umierali ze świechu.
Ale nadchodziły czasy, w których śmiechu miało się słyszeć coraz mniej.
Kto z nas starszych ich nie pamięta?
Komu z nas w nocach bezsennych nie stają przed oczyma te dni gorączki, dni nadziei szalonych, ofiar i bohaterstw daremnych — daremnych, bezdennych bólów?
Komuż nie drży w uszach echo powstańczej pobudki, hymnów żałobnych, ryku rozwścłeklonego chłopstwa, jęku mordowanych ofiar?


<<Poprzednia 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 | 10 | 11 | 12 | 13 | 14 | 15 | 16 | 17 | 18 | 19 | 20 | 21 | 22 | 23 | 24 | 25 | 26 | 27 | 28 | 29 | 30 | 31 | 32 | 33 | 34 | 35 | 36 | 37 | 38 | 39 | 40 | 41 | 42 | 43 | 44 | 45 | 46 | 47 | 48 | 49 | 50 | 51 | 52 | 53 | 54 | 55 | 56 | 57 | 58 | 59 | 60 | 61 | 62 | 63 | 64 | 65 | 66 | 67 | 68 | 69 | 70 | 71 | 72 | 73 | 74 | 75 | 76 | 77 | 78 | 79 | 80 | 81 | 82 | 83 | 84 | 85 | 86 | 87 | 88 | 89 | 90 | 91 | 92 | 93 | 94 | 95 | 96 | 97 | 98 | 99 | 100 | 101 | 102 | 103 | 104 | 105 | 106 | 107 | 108 | 109 | 110 | 111 | 112 | 113 | 114 | 115 | 116 | 117 | 118 | 119 | 120 | 121 | 122 | 123 | 124 | 125 | 126 | 127 | 128 | 129 | 130 | 131 | 132 | 133 | 134 | 135 | 136 | 137 | 138 | 139 | 140 | 141 | 142 | 143 | 144 | 145 | 146 | 147 | 148 | 149 | 150 | 151 | 152 | 153 | 154 | 155 | 156 | 157 | 158 | 159 | 160 | 161 | 162 | 163 | 164 | 165 | 166 | 167 | 168 | 169 | 170 | 171 | 172 | 173 | 174 | 175 | 176 | 177 | 178 | 179 | 180 | 181 | 182 | 183 | 184 | 185 | 186 | 187 | 188 | 189 | 190 | 191 | 192 | 193 | 194 | 195 | 196 | 197 Nastepna>>