Reklama:





Zapraszamy:





Z doliny łez





On, cham głupi, nie rozumie, i albo lokajstwem się pyszni, albo jak w pierze porośnie, będzie może kiedyś wstydził się uczciwej pracy.
Ale moja liberya, to, uważasz, praca, to obowiązek tylu lat, to ziarno, o, rzucane, rozumiesz.... Język, no, cudzy, ale pod tą skorupą, myśl swoja, cel...
no, już pewnie nie taki, jak Artemija Mitrofanowicza, pamiętasz go ? tego, co go nam po Skarbickim przysłali na dyrektora w 31 roku.
Stary uśmiechnął się i zażył tabaki.
— Tak, tak, dla kogo liberya, a dla mnie obywatelski mundur, i nie zdejmę, o! nie zdejmę... Tak i do trumny w nim się położę.
Bóg niech mnie w nim sądzi, czym dla nich pracował, czy dla swoich!
Mój ojciec uścisnął mu rękę i nie było już więcej mowy o tem.
Na nieszczęście nie wszyscy starego rozumieli. W domu, gdy ojciec mój się odwrócił, docinano i dokuczano sowietnikowi.
Na wakacyach zwłaszca, gdy do drugiego brata, wracającego z warszawskich szkół, zebrało się kilku młodych chłopców z sąsiedztwa, nie dawali mundurowi spokoju.
W Tepliku, gdy wychodził z kaplicy, sykano za nim i przezywano go moskalem.
Stary irytował się, odgryzał, łajał smarkaczów, czasem w gniewie podnosił, grożąc z daleka, swoją staroświecką laską z gałką pozłacaną — i nie ustępował.
Zdarzyło się raz, że do mego brata, gimnazyalisty, przyjechał jego kolega, Zdziś Skręcki, straszny gorączka, rwący się na moskali , choćby z gołemi rękami, jak oni wszyscy
zresztą wśród ówczesnej młodzieży szkolnej. Wtenczas już zamiast mundurku świtkę chłopską nosił na wakacyach.
Rok później po rozbiciu oddziału, w którym był, chłopi zamęczyli go na śmierć pod Dubińcami.
Mundur sowietnika korcił go od dawna.
Jednego razu, gdy nikogo ze starszych nie było, zbliżył się do emerytowanego profesora i zagadnął go z udaną naiwnością:
— Dlaczego pan sowietnik nie chodzi w niedzielę do
tutejszej cerkwi, zamiast jeździć do kościoła?


<<Poprzednia 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 | 10 | 11 | 12 | 13 | 14 | 15 | 16 | 17 | 18 | 19 | 20 | 21 | 22 | 23 | 24 | 25 | 26 | 27 | 28 | 29 | 30 | 31 | 32 | 33 | 34 | 35 | 36 | 37 | 38 | 39 | 40 | 41 | 42 | 43 | 44 | 45 | 46 | 47 | 48 | 49 | 50 | 51 | 52 | 53 | 54 | 55 | 56 | 57 | 58 | 59 | 60 | 61 | 62 | 63 | 64 | 65 | 66 | 67 | 68 | 69 | 70 | 71 | 72 | 73 | 74 | 75 | 76 | 77 | 78 | 79 | 80 | 81 | 82 | 83 | 84 | 85 | 86 | 87 | 88 | 89 | 90 | 91 | 92 | 93 | 94 | 95 | 96 | 97 | 98 | 99 | 100 | 101 | 102 | 103 | 104 | 105 | 106 | 107 | 108 | 109 | 110 | 111 | 112 | 113 | 114 | 115 | 116 | 117 | 118 | 119 | 120 | 121 | 122 | 123 | 124 | 125 | 126 | 127 | 128 | 129 | 130 | 131 | 132 | 133 | 134 | 135 | 136 | 137 | 138 | 139 | 140 | 141 | 142 | 143 | 144 | 145 | 146 | 147 | 148 | 149 | 150 | 151 | 152 | 153 | 154 | 155 | 156 | 157 | 158 | 159 | 160 | 161 | 162 | 163 | 164 | 165 | 166 | 167 | 168 | 169 | 170 | 171 | 172 | 173 | 174 | 175 | 176 | 177 | 178 | 179 | 180 | 181 | 182 | 183 | 184 | 185 | 186 | 187 | 188 | 189 | 190 | 191 | 192 | 193 | 194 | 195 | 196 | 197 Nastepna>>