Z doliny łez





I serca nam bić zaczynały, i w oczach zaczynało się palić, a ksiądz urywał i mówił znów o tem, jak chrześcianie śmiercią cichą Rzym zwyciężali i jak z krwi męczeńskiej
schodził posiew wyznawców krzyża na świat cały.
Zmienił się też ksiądz i w stosunku do nas.
Nawet w pierwszej klasie nie brał za uszy, nie łajał, nie zapisywał pałek i dwójek. Czasem żachnął się ze starego przyzwyczajenia, ale zaraz się mitygował.
— Niedługo mi już między wami, dzieci moje — mawiał. — Zmuszałem was do pracy, giąłem, nie żałując, do obowiązku, poki był czas. Teraz skończyło się.
Już mi nie siać więcej w głowach waszych, jeno przez krótką chwilę jeszcze — w sercach.
Nie będę już więc dawnym złym, ostrym i kwaśnym profesorem; chcę żebyście pamiętali o swoim starym księdzu, jako o tym który was kochał i dobry był.
I był dobry, bardzo dobry dla nas.
Chodziliśmy do niego teraz do mieszkania prawie codzień. Dawał nam wszystkim krzyżyki, różańce, książeczki.
Starszym, zaufanym dawał czasami te ostatnie ukradkiem, grożąc palcem na nosie i szepcąc: „Tylko cicho z tem!" Na pierwszej kartce brakowało: „Dozwoleno cenzuroju".
Ach!
jak myśmy go teraz kochali
A tymczasem dnie szły za dniami.
Zima tego roku zaczęła się wcześnie.
Pamiętam jak dziś na dzień Zaduszny spadły śniegi ogromne, tak, że trzeba było drogę sobie przez zaspy torować, przechodząc ulicą.
Lekcyi przez pierwsze dwa dni listopada, dla katolickiej większości uczniów świąteczne, nie przerywano. Odpadły tylko godziny religii.
Nazajutrz ksiądz miał u nas pierwszą lekcyę o dziewiątej.
Byliśmy zebrani przed dzwonkiem, wiedząc, że nie cierpiał opóźnień, kiedy do klasy wszedł Nus i zajął miejsce na katedrze.
Zdarzało się to zawsze, ile razy który z nauczycieli nie przyszedł na lekcyę.
— Co się księdzu stało? Czy chory? — przebiegł szept między nami.
— Ciszej tam, panowie, ciszej proszę — rozległa się gromka komenda nadziratela.
Nas jednak niepokój ogarnął.


<<Poprzednia 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 | 10 | 11 | 12 | 13 | 14 | 15 | 16 | 17 | 18 | 19 | 20 | 21 | 22 | 23 | 24 | 25 | 26 | 27 | 28 | 29 | 30 | 31 | 32 | 33 | 34 | 35 | 36 | 37 | 38 | 39 | 40 | 41 | 42 | 43 | 44 | 45 | 46 | 47 | 48 | 49 | 50 | 51 | 52 | 53 | 54 | 55 | 56 | 57 | 58 | 59 | 60 | 61 | 62 | 63 | 64 | 65 | 66 | 67 | 68 | 69 | 70 | 71 | 72 | 73 | 74 | 75 | 76 | 77 | 78 | 79 | 80 | 81 | 82 | 83 | 84 | 85 | 86 | 87 | 88 | 89 | 90 | 91 | 92 | 93 | 94 | 95 | 96 | 97 | 98 | 99 | 100 | 101 | 102 | 103 | 104 | 105 | 106 | 107 | 108 | 109 | 110 | 111 | 112 | 113 | 114 | 115 | 116 | 117 | 118 | 119 | 120 | 121 | 122 | 123 | 124 | 125 | 126 | 127 | 128 | 129 | 130 | 131 | 132 | 133 | 134 | 135 | 136 | 137 | 138 | 139 | 140 | 141 | 142 | 143 | 144 | 145 | 146 | 147 | 148 | 149 | 150 | 151 | 152 | 153 | 154 | 155 | 156 | 157 | 158 | 159 | 160 | 161 | 162 | 163 | 164 | 165 | 166 | 167 | 168 | 169 | 170 | 171 | 172 | 173 | 174 | 175 | 176 | 177 | 178 | 179 | 180 | 181 | 182 | 183 | 184 | 185 | 186 | 187 | 188 | 189 | 190 | 191 | 192 | 193 | 194 | 195 | 196 | 197 Nastepna>>