Z doliny łez





— Cóż to takiego?
Władek odetchnął głębiej, potem zaczął mówić przytłumionym głosem, nachylony ku nam.
— Wiecie, że mój ojciec musi bywać w moskiewskiem towarzystwie, choć marszałkiem już nie jest, ale zrozumiecie dobrze....
Stanowisko jego wybitne, oczy mają na niego zwrócone i w razie czego...
Zrobił znaczący giest.
— Wiemy, wiemy — przerwał Jaś, którego irytowało, ile razy Władek podkreślał stanowisko i wpływ ojca, a zdarzało się to istotnie nadto często.
— Otóż wyobrażcie sobie — był wczoraj jakiś wieczór u prokuratora. Imieniny czy tam dyabli wiedzą co. Ojciec przychodzi, widzi — Moskali jak mrowia. Są i nasi.
Dyrektor, Leontij Siergiejewicz, Wasilij Nikitin...
— Jednem słowem cała gimnazyalna psiarnia — przerwał Julek.
— Cicho, uważaj co mówisz — syknął Władek, oglądając się.
— Gotów jeszcze kto podsłuchać. Otóż wyobraźcie sobie, ojciec siedzi przy preferansie vis-a-vis z dyrektorem. Oczywiście, próbuje gawędzić, śmiać się, żartować...
— Błaznować — wtrącił bardzo cicho niepoczciwy Julek, którego uciszyłem w tejże chwili mocnym szturkańcem w bok.
— Ale dyrektor zły, milczący, ani sposób wydusić co z niego.
— Tem lepiej, bo i po co ? — mruknął Jaś.
— Po co? Jakto po co? No, choćby i dla mnie.
Zawsze to, rozumiecie, stosunki potrzebne...
— Dyabła tam potrzebne stosunki z Moskalami, przerwał znów Julek.
— Jeśli mi będziesz ciągle przeszkadzać, nie powiem nic więcej, rzucę wszystko i pójdę!
—krzyknął Władek, zaczerwieniony jak piwonia
Uspokoiłem go jak mogłem, a Julkowi zagroziłem że mu nie dam odpisać rosyjskiej kompozycyi, po którą przyszedł, jeśli nie
będzie cicho siedział. To pomogło. Władek ciągnął dalej.
— Mówiłem więc, że dyrektor był zły. Ale jak zły!
Co ojciec zacznie mówić, on tylko kiwa i mruczy po swojemu jak w szkole!
— Mu-u-u — naśladował Julek.
— Znowu ?


<<Poprzednia 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 | 10 | 11 | 12 | 13 | 14 | 15 | 16 | 17 | 18 | 19 | 20 | 21 | 22 | 23 | 24 | 25 | 26 | 27 | 28 | 29 | 30 | 31 | 32 | 33 | 34 | 35 | 36 | 37 | 38 | 39 | 40 | 41 | 42 | 43 | 44 | 45 | 46 | 47 | 48 | 49 | 50 | 51 | 52 | 53 | 54 | 55 | 56 | 57 | 58 | 59 | 60 | 61 | 62 | 63 | 64 | 65 | 66 | 67 | 68 | 69 | 70 | 71 | 72 | 73 | 74 | 75 | 76 | 77 | 78 | 79 | 80 | 81 | 82 | 83 | 84 | 85 | 86 | 87 | 88 | 89 | 90 | 91 | 92 | 93 | 94 | 95 | 96 | 97 | 98 | 99 | 100 | 101 | 102 | 103 | 104 | 105 | 106 | 107 | 108 | 109 | 110 | 111 | 112 | 113 | 114 | 115 | 116 | 117 | 118 | 119 | 120 | 121 | 122 | 123 | 124 | 125 | 126 | 127 | 128 | 129 | 130 | 131 | 132 | 133 | 134 | 135 | 136 | 137 | 138 | 139 | 140 | 141 | 142 | 143 | 144 | 145 | 146 | 147 | 148 | 149 | 150 | 151 | 152 | 153 | 154 | 155 | 156 | 157 | 158 | 159 | 160 | 161 | 162 | 163 | 164 | 165 | 166 | 167 | 168 | 169 | 170 | 171 | 172 | 173 | 174 | 175 | 176 | 177 | 178 | 179 | 180 | 181 | 182 | 183 | 184 | 185 | 186 | 187 | 188 | 189 | 190 | 191 | 192 | 193 | 194 | 195 | 196 | 197 Nastepna>>