Z doliny łez






— Już to przyznaj, Julku mój — rzekłem — żeś wszystko robił, co mogłeś żeby starego wyprowadzić z cierpliwości.
Przypomnij no sobie tylko, jakieś mu powiesił na sznurku cytrynę nad katedrą, albo wtedy, kiedyś miał lekcyę wydawać i za plecami małpowałeś wszystkie jego ruchy.
— A nie kładliście się wszyscy od śmiechu?
— Kładliśmy się — i ciebie, pamiętasz, położyli, choć przypuszczam, żeś wtedy nie śmiał się.
A może i to było niesprawiedliwie?
Julek się zniecierpliwił. Zdarzało mu się to zwykle, gdy już nie miał argumentów.
— Et, dalibyście mi już raz pokój — sarknął.
Uczepilibyście się mnie jak pijawki ze swoim kochanym Cytryną, przepraszam, kapelanem, i żyć nie dajecie. A tymczasem ja jeszcze odpowiedzi nie mam. Zostaje nasza Pomarańcza, czy nie?
— Pewnie że nie — odparł z namysłem Jaś. — Nie wiesz to co gadają? W M. i w G. już uczą od początku roku po moskiewsku, z S. kapelana wywieźli.
I tego nie zostawią, bądź spokojny!
— A on z pewnością nie zgodzi się po moskiewsku uczyć?
Oburzyliśmy się obaj.
— Co ty gadasz — zawołał Jaś, czerwieniejąc cały.
— Ksiądz Wierzejski! Nie znasz go chyba...
— A przecież tyle razy słyszałeś od niego: „Wolisz tu? Wolisz tam?" Może nie? — zapytałem, uśmiechając się.
— Tak, tak, pewnie — rzeki Julek, — Ale bo to widzicie, jeżeli go zabiorą i wywiozą, to, to...
— To co?
— To naprawdę żal mi będzie bardzo poczciwego, kochanego Cytryny.
Nastała chwila milczenia. Przerwał ją głos Władka.
— Stefek jest? W ogrodzie? Jest z nim kto?
Wpadł jak zwykle spocony, z rozpiętym mundurze, który choć nowy, miał już plamę na czerwonym kołnierzu i jeden złoty guzik napół oderwany.
— Mam wam coś okropnie ważnego powiedzieć, wołał od proga, swoim zwyczajem. — Ale — dodał ciszej — nikt nie podsłucha?
— Bądź spokojny — odparłem, witając się z nim i sadzając go między nami.


<<Poprzednia 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 | 10 | 11 | 12 | 13 | 14 | 15 | 16 | 17 | 18 | 19 | 20 | 21 | 22 | 23 | 24 | 25 | 26 | 27 | 28 | 29 | 30 | 31 | 32 | 33 | 34 | 35 | 36 | 37 | 38 | 39 | 40 | 41 | 42 | 43 | 44 | 45 | 46 | 47 | 48 | 49 | 50 | 51 | 52 | 53 | 54 | 55 | 56 | 57 | 58 | 59 | 60 | 61 | 62 | 63 | 64 | 65 | 66 | 67 | 68 | 69 | 70 | 71 | 72 | 73 | 74 | 75 | 76 | 77 | 78 | 79 | 80 | 81 | 82 | 83 | 84 | 85 | 86 | 87 | 88 | 89 | 90 | 91 | 92 | 93 | 94 | 95 | 96 | 97 | 98 | 99 | 100 | 101 | 102 | 103 | 104 | 105 | 106 | 107 | 108 | 109 | 110 | 111 | 112 | 113 | 114 | 115 | 116 | 117 | 118 | 119 | 120 | 121 | 122 | 123 | 124 | 125 | 126 | 127 | 128 | 129 | 130 | 131 | 132 | 133 | 134 | 135 | 136 | 137 | 138 | 139 | 140 | 141 | 142 | 143 | 144 | 145 | 146 | 147 | 148 | 149 | 150 | 151 | 152 | 153 | 154 | 155 | 156 | 157 | 158 | 159 | 160 | 161 | 162 | 163 | 164 | 165 | 166 | 167 | 168 | 169 | 170 | 171 | 172 | 173 | 174 | 175 | 176 | 177 | 178 | 179 | 180 | 181 | 182 | 183 | 184 | 185 | 186 | 187 | 188 | 189 | 190 | 191 | 192 | 193 | 194 | 195 | 196 | 197 Nastepna>>