Reklama:





Zapraszamy:





Z doliny łez





Choćbym sto lat żył, nigdy go nie zapomnę, nieszczęśnika, w straszliwej, ostatniej jego postaci, w tej, w jakiej stanął na sąd swego Stwórcy.
Te same łachmany okrywały go, w których przed niewielu dniami przywlókł się do mnie w Dreźnie.
Nogi tylko prawie bose były i pod grubą warstwą błota i lodu, krwią skrzepłą i strupami okryte.
Siedział oparty o drzewo, z twarzą zwróconą w tę stronę, do której rwał się i tęsknił przez życie całe. Prawą rękę schowaną miał w zanadrzu i zaciśniętą silnie.
Wyjąłem z niej pakiecik i rozwinąwszy, złożyłem napowrót i wsunąłem w dłoń skostniałą, aby poszedł do grobu z umarłym.
W pakieciku był stary szkaplerz, medalik zaśniedziały, pukiel jasnych dziecinnych wdosów i osobno zwinięta, w proszek rozsypana odrobina czarnej ziemi.
Z CIĘŻKICH DNI.
Wspomnienie szkolne.
_Pani Zofii Starzyńskiej._
_ _
Mówiono o tem od roku Pamiętam jak dziś: pierwszą pogłoskę przyniósł do klasy Włodek Kobierski.
Jako syn marszałka szlachty, był on między nami pewną powagą, choć ojca jego od paru lat usunięto z urzędu.
On przynosił nam zwykle najciekawsze nowiny, zasłyszane w domu, wierzyliśmy w nie święcie, choć śmieliśmy się przytem — niewdzięczni!
— z naszego informatora i jego uroczystej pozy, a opowiadania o stosunkach ojca z Moskalami nieraz nas gorszyły i gniewały.
Tego dnia wpadł zadyszany, pięć minut przed dzwonkiem, choć zazwyczaj się spaźniał. Od progu klasy zaczął nam robić tajemnicze znaki za plecami nadziratela.
Oczy kolegów zwróciły się ku niemu ze wszystkich stron, pytające niespokojne.
Dni te pełne były jeszcze straszliwych wspomnień niedawnej burzy — nowe klęski przychodziły bez ustanku, gorszych jeszcze obawiano się, oczekiwano co chwila.
Żyło się w podnieceniu ciągłem, w strachu, w gorączce. I my, choć bardzo młodzi, odczuwaliśmy i rozumieli to, co się działo w koło nas.


<<Poprzednia 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 | 10 | 11 | 12 | 13 | 14 | 15 | 16 | 17 | 18 | 19 | 20 | 21 | 22 | 23 | 24 | 25 | 26 | 27 | 28 | 29 | 30 | 31 | 32 | 33 | 34 | 35 | 36 | 37 | 38 | 39 | 40 | 41 | 42 | 43 | 44 | 45 | 46 | 47 | 48 | 49 | 50 | 51 | 52 | 53 | 54 | 55 | 56 | 57 | 58 | 59 | 60 | 61 | 62 | 63 | 64 | 65 | 66 | 67 | 68 | 69 | 70 | 71 | 72 | 73 | 74 | 75 | 76 | 77 | 78 | 79 | 80 | 81 | 82 | 83 | 84 | 85 | 86 | 87 | 88 | 89 | 90 | 91 | 92 | 93 | 94 | 95 | 96 | 97 | 98 | 99 | 100 | 101 | 102 | 103 | 104 | 105 | 106 | 107 | 108 | 109 | 110 | 111 | 112 | 113 | 114 | 115 | 116 | 117 | 118 | 119 | 120 | 121 | 122 | 123 | 124 | 125 | 126 | 127 | 128 | 129 | 130 | 131 | 132 | 133 | 134 | 135 | 136 | 137 | 138 | 139 | 140 | 141 | 142 | 143 | 144 | 145 | 146 | 147 | 148 | 149 | 150 | 151 | 152 | 153 | 154 | 155 | 156 | 157 | 158 | 159 | 160 | 161 | 162 | 163 | 164 | 165 | 166 | 167 | 168 | 169 | 170 | 171 | 172 | 173 | 174 | 175 | 176 | 177 | 178 | 179 | 180 | 181 | 182 | 183 | 184 | 185 | 186 | 187 | 188 | 189 | 190 | 191 | 192 | 193 | 194 | 195 | 196 | 197 Nastepna>>