Reklama:





Zapraszamy:





Z doliny łez






Wyznaję, że składając moją kondolencyę prezydentowi, miałem w głębi serca uczucie pewnej ulgi. Ten biedak był przynajmniej wolny. Niewiele to, ale coś przecie.
Nie przyszło mi wtedy na myśl, że raz jeszcze los mnie z nim sprowadzi.
Niedługo potem dostałem urlop, żeby kraj i rodzinę odwiedzić.
Stryjowi wiadomo, że za Tarnopolem, nad samą prawie granicą, mam majątek, do którego raz na parę lat dojeżdżam dla jakiej takiej kontroli, żeby przynajmniej nie wszystko się
rozwalało od razu i żeby mnie nie kradli więcej, niż można przyzwoicie przyznać przed ludźmi.
Otóż, nacieszywszy się siostrami i kuzynkami, odłożywszy trzy razy wyjazd „na ogólne żądanie", wyrwałem się wreszcie z miłych więzów Zahorowa i z uroczej gościnności
Brzeżyniec, żeby ruszyć raz do mojej podolskiej pustyni, w Hawrykowie.
Siedziałem już tam trzy dni, miałem jedną awanturę z rządcą, który moim kosztem majątek robił i przygotowywał hrabiowski tytuł dla dzieci, spekulując na odległość
Hawrykowa do Drezna; drugą z nadleśniczym, który do współki z tarnopolskimi żydkami urządził formalne przedsiębiorstwo akcyjne dla trzebienia Hawrykowskich lasów; trzecią z
kucharzem, który zapewne dla poparcia interesów obu tych panów, obiadami swymi robił formalne zamachy na moje życie, jednem słowem, miałem czas przejść już przez wszystkie
wrażenia, jakiemi wieś ojczysta częstuje na wstępie swoich właścicieli po dłuższym oddaleniu, kiedy jednego ranku wpada do mnie mój strzelec z wystraszoną miną.
Wiecie panowie, że strzelec to u mnie lux a non lucendo, bo nigdy nie poluję. Takie to już moje kalectwo.
Siedzę tedy sobie w szlafroku w mojej sypialni, kawę piję i przeglądam nadeszłe właśnie z poczty gazety, aż tu we drzwiach pokazuje się twarz mego Jurka, cała blada.
— Cóż tam znowu, pytam niechętnie, bo mi przerwał w najciekawszem miejscu.


<<Poprzednia 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 | 10 | 11 | 12 | 13 | 14 | 15 | 16 | 17 | 18 | 19 | 20 | 21 | 22 | 23 | 24 | 25 | 26 | 27 | 28 | 29 | 30 | 31 | 32 | 33 | 34 | 35 | 36 | 37 | 38 | 39 | 40 | 41 | 42 | 43 | 44 | 45 | 46 | 47 | 48 | 49 | 50 | 51 | 52 | 53 | 54 | 55 | 56 | 57 | 58 | 59 | 60 | 61 | 62 | 63 | 64 | 65 | 66 | 67 | 68 | 69 | 70 | 71 | 72 | 73 | 74 | 75 | 76 | 77 | 78 | 79 | 80 | 81 | 82 | 83 | 84 | 85 | 86 | 87 | 88 | 89 | 90 | 91 | 92 | 93 | 94 | 95 | 96 | 97 | 98 | 99 | 100 | 101 | 102 | 103 | 104 | 105 | 106 | 107 | 108 | 109 | 110 | 111 | 112 | 113 | 114 | 115 | 116 | 117 | 118 | 119 | 120 | 121 | 122 | 123 | 124 | 125 | 126 | 127 | 128 | 129 | 130 | 131 | 132 | 133 | 134 | 135 | 136 | 137 | 138 | 139 | 140 | 141 | 142 | 143 | 144 | 145 | 146 | 147 | 148 | 149 | 150 | 151 | 152 | 153 | 154 | 155 | 156 | 157 | 158 | 159 | 160 | 161 | 162 | 163 | 164 | 165 | 166 | 167 | 168 | 169 | 170 | 171 | 172 | 173 | 174 | 175 | 176 | 177 | 178 | 179 | 180 | 181 | 182 | 183 | 184 | 185 | 186 | 187 | 188 | 189 | 190 | 191 | 192 | 193 | 194 | 195 | 196 | 197 Nastepna>>