Z doliny łez





Nie przerywałem mu, rozumiejąc, że doszedł do najbardziej dotkliwego momentu w swej smutnej historyi.
— Miałeś ksiądz matkę? — spytał mnie nagle, podnosząc głowę.
— Chcę mówić, pamiętasz ją, żyje?
Skłoniłem w milczeniu głowę.
— Bóg mi ją zabrał — rzekłem wreszcie. — Świętą była.
— A... bardzo...
bardzoś ją ksiądz kochał? Znów pomilczałem, nim mogłem zdobyć się na
odpowiedź.
— Po śmierci jej, księdzem zostałem, żeby módz żyć.
— Rozumiem — odparł, patrząc na mnie — rozumiem.
— Widzisz bo pan, matka moja była prosta kobieta, zupełnie prosta, i każda żona rzemieślnika tutaj sto razy od niej mędrsza i większa pani.
Ale ot — serce w niej było, wielkie serce — i nie dla siebie, tylko dla drugich, dla Boga i dla nas.
Od kiedy ją pamiętam, nie słyszałem z ust jej złego słowa, nie widziałem jej z założonemi rękami.
Od rana do nocy w pracy, w harowaniu ciężkiem — a bez złości, bez przeklinania, jak u innych kobiet zwyczajem bywa, tylko zawsze z uśmiechem na ustach, albo z modlitwą.
Niechby za życia ojca, choć i wtedy nie przelewało się u nas, ale później, przez ten rok po jego śmierci, nim nas wyrzucili ludzie źli z własnej chałupy, nie pamiętam nigdy,
żeby biedny odszedł nieopatrzony ciepłą strawą, jałmużną i dobrem słowem.
Nie pamiętam też sporu, kłótni w domu, lub z sąsiadami a sąsiadów nie mieliśmy dobrych: sami kacapi byli, złodzieje i pijacy.
Nie mówię tego do księdza, bo każdy ksiądz zawsze bliższy prostego człowieka, ale panowie to nieraz myślą sobie, że taki prostak nie potrafi czuć, jak oni, że go nie boli
serce tak głęboko, tak długo, jak ich, że to tylko rozumie, co mu łopatą do głowy wkładają albo co go obuchem po łbie wali. A to nie jest prawda.
Wyrazić to, co się czuje, to panowie zapewne, że potrafią lepiej i piękniej, ale czuć, to i taki, jak ja, biedak potrafi. Ot i ta miłość matki dla mnie.


<<Poprzednia 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 | 10 | 11 | 12 | 13 | 14 | 15 | 16 | 17 | 18 | 19 | 20 | 21 | 22 | 23 | 24 | 25 | 26 | 27 | 28 | 29 | 30 | 31 | 32 | 33 | 34 | 35 | 36 | 37 | 38 | 39 | 40 | 41 | 42 | 43 | 44 | 45 | 46 | 47 | 48 | 49 | 50 | 51 | 52 | 53 | 54 | 55 | 56 | 57 | 58 | 59 | 60 | 61 | 62 | 63 | 64 | 65 | 66 | 67 | 68 | 69 | 70 | 71 | 72 | 73 | 74 | 75 | 76 | 77 | 78 | 79 | 80 | 81 | 82 | 83 | 84 | 85 | 86 | 87 | 88 | 89 | 90 | 91 | 92 | 93 | 94 | 95 | 96 | 97 | 98 | 99 | 100 | 101 | 102 | 103 | 104 | 105 | 106 | 107 | 108 | 109 | 110 | 111 | 112 | 113 | 114 | 115 | 116 | 117 | 118 | 119 | 120 | 121 | 122 | 123 | 124 | 125 | 126 | 127 | 128 | 129 | 130 | 131 | 132 | 133 | 134 | 135 | 136 | 137 | 138 | 139 | 140 | 141 | 142 | 143 | 144 | 145 | 146 | 147 | 148 | 149 | 150 | 151 | 152 | 153 | 154 | 155 | 156 | 157 | 158 | 159 | 160 | 161 | 162 | 163 | 164 | 165 | 166 | 167 | 168 | 169 | 170 | 171 | 172 | 173 | 174 | 175 | 176 | 177 | 178 | 179 | 180 | 181 | 182 | 183 | 184 | 185 | 186 | 187 | 188 | 189 | 190 | 191 | 192 | 193 | 194 | 195 | 196 | 197 Nastepna>>