Z doliny łez






— A na co wam wiedzieć o nim? — odpowiada żyd, gładząc brodę i przypatrując mi się ciekawie.
— Na co ? Ot, znałem go kiedyś i żonę także.
— Nu, co wam przyjdzie ze znajomości z takim kapcanem? On stracił wszystko, rozpił się i w świat poszedł. Może gdzie siedzi pod kościołem i żebrze, to łajdak był.
— A żona ?
— I żona nielepsza Mówili, że na cholerę umarła — ale kto ich tam wie? 0 takich dziadów dowiadywać się, to żaden interes. A wy zkąd ich znacie?
Mruknąłem tylko pod nosem i poszedłem co prędzej. Bałem się, żeby mnie kto nie poznał i ciężko mi bardzo było na sercu.
Proszęż mi to wytłumaczyć: pan, jako uczony na książkach, musisz to lepiej wiedzieć, niż taki, jak ja, prostak.
Dlaczego to człowieka tak ciągnie do tego kąta, gdzie wzrósł, do ludzi, których znał młodym?
Bo że temu tęskno i żal, kto miał dostatki, powodzenia, jednem słowem, komu w oczy wiatr nie wiał i świeciło słońce, to jeszcze nie dziwota. Ale bierz pan takiego biedaka, jak ja.
Własną chatę ledwie jak przez sen pamiętam, a potem — co ja naprawdę dobrego zaznałem w warsztacie, wśród cudzych ludzi, niechby i poczciwych, ale prostych i przywykłych do
poniewierania młodszymi!
A przecież serce rwało mi się do nich i do tych miejsc, gdzie z nimi żyłem — i choć ten Humań pusty teraz stał się dla mnie jak cmentarz, żal z niego było odchodzić nocą,
och, jak żal!
Ale nie było czasu żałować. Spieszyłem do matki. Skradałem się, kołowałem, jak złodziej. Dobiłem się wreszcie.
Szedłem przez całą noc, mało co spoczywając, a serce wciąż mi się tłukło i w uszach huczało :
— Zastanę ja ją jeszcze, czy nie?
Oj, zastałem-że, zastałem!
Zamilkł i objąwszy kolana splecionemi rękami, opuścił ku nim głowę i zaczął jednostajnie, miarowo pochylać się przed siebie, jęcząc żałośnie a cicho, tym tonem, jakim na
Ukrainie zawodzą kobiety przy pogrzebach.


<<Poprzednia 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 | 10 | 11 | 12 | 13 | 14 | 15 | 16 | 17 | 18 | 19 | 20 | 21 | 22 | 23 | 24 | 25 | 26 | 27 | 28 | 29 | 30 | 31 | 32 | 33 | 34 | 35 | 36 | 37 | 38 | 39 | 40 | 41 | 42 | 43 | 44 | 45 | 46 | 47 | 48 | 49 | 50 | 51 | 52 | 53 | 54 | 55 | 56 | 57 | 58 | 59 | 60 | 61 | 62 | 63 | 64 | 65 | 66 | 67 | 68 | 69 | 70 | 71 | 72 | 73 | 74 | 75 | 76 | 77 | 78 | 79 | 80 | 81 | 82 | 83 | 84 | 85 | 86 | 87 | 88 | 89 | 90 | 91 | 92 | 93 | 94 | 95 | 96 | 97 | 98 | 99 | 100 | 101 | 102 | 103 | 104 | 105 | 106 | 107 | 108 | 109 | 110 | 111 | 112 | 113 | 114 | 115 | 116 | 117 | 118 | 119 | 120 | 121 | 122 | 123 | 124 | 125 | 126 | 127 | 128 | 129 | 130 | 131 | 132 | 133 | 134 | 135 | 136 | 137 | 138 | 139 | 140 | 141 | 142 | 143 | 144 | 145 | 146 | 147 | 148 | 149 | 150 | 151 | 152 | 153 | 154 | 155 | 156 | 157 | 158 | 159 | 160 | 161 | 162 | 163 | 164 | 165 | 166 | 167 | 168 | 169 | 170 | 171 | 172 | 173 | 174 | 175 | 176 | 177 | 178 | 179 | 180 | 181 | 182 | 183 | 184 | 185 | 186 | 187 | 188 | 189 | 190 | 191 | 192 | 193 | 194 | 195 | 196 | 197 Nastepna>>