Z doliny łez





Roboty zawsze huk, nocami nieraz trzeba było przesiadywać, bo majster, choć w święto się upił, nie żartował z warsztatem A potem to i zgłowy wyszła ta chętka, co innego
zaświtało. Dzieciuch jeszcze byłem, nie wyzwolony, choć już wcale nieźle znałem się na majsterce, ale wzrost miałem prawie tyli, co dziś, tylko żem cienki był, jak patyk.
Siły zaś, to też starczyło mi na dwóch. W ojca się wdałem. Otóż, jak przyszedł czas ten gorący, mnie tak i paliło — wysiedzieć nie mogłem.
Stary wstrzymywał, matka płakała: nie pomogło nic.
Uciekłem _z _paru innymi chłopakami, a wszystkich nas jeden powerbował panicz z okolicy, zaprowadził w las, i sam w nim został pierwszy ..
Jak tam było z tym lasem, gadać długo nie będę. Ot — było i skończyło, się.
Gorsze przyszło potem Trzeba było w świat iść, w kraj cudzy, między obcych ludzi a tu człowiek nie znał ani ich języka, sam też głupi był, jak zwyczajnie młody, a ani obyczaju
— goły zupełnie.
Nie będę ja opowiadać, jakem błąkał się, głodem przymierając nieraz, po niemieckich krajach.
Ot — różnie bywało: więcej pod wozem, jak na wozie, ale jakoś, Bogu dzięki, wóz kości nie pogruchotał, jak tylu innym w koło mnie.
I za to więcej jeszcze Bogu i Matce Najświętszej dziękuję, że zachowałem sumienie czyste, uczciwość i wiarę.
Namawiali mnie nieraz na zle: nie dałem się wciągnąć, Bóg chronił.
Ale, niema co mówić, rzucałoź mną, rzucało! Com się nawłóczył, czegom nie przebył!
I w tem winy własnej było niemało, a jak, zaraz to powiem.
Było to widzi ksiądz dobrodziej, z początku, to się jeszcze nie czuło tak, że się jest na obczyźnie.
Owszem: jak to młodemu smakuje, co nowe, więc się człowiek gapił na wielkie miasta, na cudze okolice, na ciekawości różne, na cały ten świat jednem słowem, piękny, wspaniały,
o którym i we śnie nie marzyło mi się, że go zobaczę.


<<Poprzednia 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 | 10 | 11 | 12 | 13 | 14 | 15 | 16 | 17 | 18 | 19 | 20 | 21 | 22 | 23 | 24 | 25 | 26 | 27 | 28 | 29 | 30 | 31 | 32 | 33 | 34 | 35 | 36 | 37 | 38 | 39 | 40 | 41 | 42 | 43 | 44 | 45 | 46 | 47 | 48 | 49 | 50 | 51 | 52 | 53 | 54 | 55 | 56 | 57 | 58 | 59 | 60 | 61 | 62 | 63 | 64 | 65 | 66 | 67 | 68 | 69 | 70 | 71 | 72 | 73 | 74 | 75 | 76 | 77 | 78 | 79 | 80 | 81 | 82 | 83 | 84 | 85 | 86 | 87 | 88 | 89 | 90 | 91 | 92 | 93 | 94 | 95 | 96 | 97 | 98 | 99 | 100 | 101 | 102 | 103 | 104 | 105 | 106 | 107 | 108 | 109 | 110 | 111 | 112 | 113 | 114 | 115 | 116 | 117 | 118 | 119 | 120 | 121 | 122 | 123 | 124 | 125 | 126 | 127 | 128 | 129 | 130 | 131 | 132 | 133 | 134 | 135 | 136 | 137 | 138 | 139 | 140 | 141 | 142 | 143 | 144 | 145 | 146 | 147 | 148 | 149 | 150 | 151 | 152 | 153 | 154 | 155 | 156 | 157 | 158 | 159 | 160 | 161 | 162 | 163 | 164 | 165 | 166 | 167 | 168 | 169 | 170 | 171 | 172 | 173 | 174 | 175 | 176 | 177 | 178 | 179 | 180 | 181 | 182 | 183 | 184 | 185 | 186 | 187 | 188 | 189 | 190 | 191 | 192 | 193 | 194 | 195 | 196 | 197 Nastepna>>