Reklama:





Zapraszamy:





Z doliny łez






W zielonej altance obok małej piwiarni, na wzgórzu, panującem nad St Galten i nad całą okolicą, zasiedliśmy przy kuflu czarnego, gęstego piwa.
Bystrzewski oparł się łokciami o stół, szeroko, głowę na ręce opuścił i wpatrywał się we mnie, milcząc.
— Dawno ksiądz od nas, ztamtąd? — spytał wreszcie.
Zrozumiałem to jego pytanie. Biedakowi, stęsknionemu za ojczyzną, zdawało się pewnie, że do mnie, do mojej odzieży przylgnął jakiś atom rodzinnego powietrza.
Niestety!
Sam ja od bardzo dawna — od paru lat nie byłem w kraju. A przytem — to była inna dzielnica, nie ta, z której on był rodem, do której biegł myślą i tęsknił.
Odpowiedziałem mu wymijająco. Nie nalegał. Ale wciąż patrzał na mnie, szukając, zdawało się, wyrazów.
— A jakże tam, u nas, jak teraz?... — zaczął znowu.
Mówiłem mu o tem, co się tam działo, co sam słyszałem i czytałem w listach, w gazetach, o tem, co obchodziło wszystkich, bolało.
On słuchał bardzo uważnie, przerywając mi czasem jakiemś pytaniem, prosząc, abym powtórzył jakiś wyraz, którego nie zrozumiał, lub jakąś myśl wytłumaczył.
Uwagi i pytania robił trafne — widocznie był dość dobrze o sprawach krajowych poinformowany.
Zdziwiło mnie to, tem bardziej, że sam przed, chwilą żalił się na brak stosunków z rodakami.
Zapytałem go. Uśmiechnął się i ręką skinął.
— Ma się tam gazetkę, to w niej człowiek co niedziela poślipie, dowie się czegoś.
Przedtem sprowadzałem ją od nas — ale małom wyczytał ciekawego — za mądre było dla takiego jak ja biedaka. Wiecem ją rzucił i z Prus wypisałem.
Dobry blat, niema co mówić, pisze o różnych rzeczach a i o naszych stronach coraz to słówko się znajdzie.
Zamyślił się na chwilę i znów się uśmiechnął.
— Bo to ksiądz nie wie, nie uwierzy może, ale ja z tej tęsknicy za swoimi, tom na starość czytać się nauczył po naszemu. I od kogo? Od obcych, a trochę od własnego dziecka.


<<Poprzednia 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 | 10 | 11 | 12 | 13 | 14 | 15 | 16 | 17 | 18 | 19 | 20 | 21 | 22 | 23 | 24 | 25 | 26 | 27 | 28 | 29 | 30 | 31 | 32 | 33 | 34 | 35 | 36 | 37 | 38 | 39 | 40 | 41 | 42 | 43 | 44 | 45 | 46 | 47 | 48 | 49 | 50 | 51 | 52 | 53 | 54 | 55 | 56 | 57 | 58 | 59 | 60 | 61 | 62 | 63 | 64 | 65 | 66 | 67 | 68 | 69 | 70 | 71 | 72 | 73 | 74 | 75 | 76 | 77 | 78 | 79 | 80 | 81 | 82 | 83 | 84 | 85 | 86 | 87 | 88 | 89 | 90 | 91 | 92 | 93 | 94 | 95 | 96 | 97 | 98 | 99 | 100 | 101 | 102 | 103 | 104 | 105 | 106 | 107 | 108 | 109 | 110 | 111 | 112 | 113 | 114 | 115 | 116 | 117 | 118 | 119 | 120 | 121 | 122 | 123 | 124 | 125 | 126 | 127 | 128 | 129 | 130 | 131 | 132 | 133 | 134 | 135 | 136 | 137 | 138 | 139 | 140 | 141 | 142 | 143 | 144 | 145 | 146 | 147 | 148 | 149 | 150 | 151 | 152 | 153 | 154 | 155 | 156 | 157 | 158 | 159 | 160 | 161 | 162 | 163 | 164 | 165 | 166 | 167 | 168 | 169 | 170 | 171 | 172 | 173 | 174 | 175 | 176 | 177 | 178 | 179 | 180 | 181 | 182 | 183 | 184 | 185 | 186 | 187 | 188 | 189 | 190 | 191 | 192 | 193 | 194 | 195 | 196 | 197 Nastepna>>