Reklama:





Zapraszamy:





Z doliny łez





Jak klęczałyśmy przed ołtarzem, tak padłyśmy na twarz na kamienne płyty, na których przed wielu laty okrywano nas całunem żałobnym przy składaniu ślubów.
Padłyśmy na twarz i leżałyśmy w prochu przed Panem, wołając z głębi serc naszych:
— Panie, nie jako my chcemy, ale jako Ty chcesz Otośmy sługi Twoje...
czyń z nami wedle świętej woli swojej!
I przez chwilę cisza zaległa kościół — a potem jeden wielki jęk się podniósł i łkanie z tysiąca piersi, aż mury klasztorne, zdawało się, zadrżały w swych posadach.
Jęk i łkanie i skarga bolesna, wzbijająca się w niebiosa.
Ach! gdybyśmy tak mogły leżeć zawsze u stóp ołtarza, i nie podnosić się już nigdy, nigdy...
Ale nam czas już był w drogę wyruszać.
Podniosłam się pierwsza. Za mną kolejno wstawać zaczęły siostry.
Pierwszą rzeczą, która mnie uderzyła, gdym stanęła na nogach, był przerażony, osłupiały wzrok pułkownika, utkwiony w naszą gromadkę.
Koło pułkownika stał dziekan.
Ale ten nie patrzył. Rękami twarz zakrył i płakał.
Spojrzałam na siostry.
Za mną w fotelu swoim siostra Eustachia spoczywała nieruchoma, uśmiechnięta łagodnie, z wyrazem niebiańskiego wesela, rozlanym na alabastrowej twarzy.
Pułkownik przyskoczył do niej w tej chwili i szarpnął ją za rękę.
Ręka opadła bezwładnie.
— Co to jest, co to znaczy? — szeptano.
Zbliżyłam się i przyklękłam przy krześle. Oczy zagasłe przysłoniłam powiekami i nachyliwszy się, usta przycisnęłam do zimnej dłoni.
Jedne za drugą siostry uczyniły to samo, potem głośno zaczęłyśmy modlitwę za umarłych.
Szczęśliwa siostra Eustachia!
Już nas nie pędził nikt. Ale godzina była późna.
Więc znowu jeszcze padłyśmy twarzą na ziemie, aby pocałować po raz ostatni prochy Pańskiego przybytku.


<<Poprzednia 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 | 10 | 11 | 12 | 13 | 14 | 15 | 16 | 17 | 18 | 19 | 20 | 21 | 22 | 23 | 24 | 25 | 26 | 27 | 28 | 29 | 30 | 31 | 32 | 33 | 34 | 35 | 36 | 37 | 38 | 39 | 40 | 41 | 42 | 43 | 44 | 45 | 46 | 47 | 48 | 49 | 50 | 51 | 52 | 53 | 54 | 55 | 56 | 57 | 58 | 59 | 60 | 61 | 62 | 63 | 64 | 65 | 66 | 67 | 68 | 69 | 70 | 71 | 72 | 73 | 74 | 75 | 76 | 77 | 78 | 79 | 80 | 81 | 82 | 83 | 84 | 85 | 86 | 87 | 88 | 89 | 90 | 91 | 92 | 93 | 94 | 95 | 96 | 97 | 98 | 99 | 100 | 101 | 102 | 103 | 104 | 105 | 106 | 107 | 108 | 109 | 110 | 111 | 112 | 113 | 114 | 115 | 116 | 117 | 118 | 119 | 120 | 121 | 122 | 123 | 124 | 125 | 126 | 127 | 128 | 129 | 130 | 131 | 132 | 133 | 134 | 135 | 136 | 137 | 138 | 139 | 140 | 141 | 142 | 143 | 144 | 145 | 146 | 147 | 148 | 149 | 150 | 151 | 152 | 153 | 154 | 155 | 156 | 157 | 158 | 159 | 160 | 161 | 162 | 163 | 164 | 165 | 166 | 167 | 168 | 169 | 170 | 171 | 172 | 173 | 174 | 175 | 176 | 177 | 178 | 179 | 180 | 181 | 182 | 183 | 184 | 185 | 186 | 187 | 188 | 189 | 190 | 191 | 192 | 193 | 194 | 195 | 196 | 197 Nastepna>>