Reklama:





Zapraszamy:





Z doliny łez





Jakaś miłosierna pani podaje mu sole trzeźwiące. Staruszek daje ze sobą robić, co chcą, bezwładny, zmartwiały. Ksiądz dziekan zbliża się ku kracie i roztwiera ją na oścież.
Powoli, podtrzymując się nawzajem i wlokąc za sobą długie ciężkie płaszcze, z twarzą ukrytą w zasłonie, przechodzimy tę kratę, którą ostatnia z nas przestąpiła przed
czterdziestu laty.
I teraz już nie jęk urwany i nie tłumione łkanie rozlega się w kościele.
Ach, ten lud poczciwy czuje dobrze, że to już oststnia chwila, że koniec już przyszedł świątyni, w której modlił się od wieku, i sługom Bożym, co ją niegodnie obsługiwały
dotąd.
Płacz, krzyk, lament rozdzierający serce wyje dokoła jak burza.
Ludzie rzucają się do nas, rozdzierają nasze habity aby je całować, matki podnoszą dzieci aby nas widziały, tysiące głosów woła nam pożegnanie i błogosławieństwa..
— Oj mateczki nasze rodzone, cóż my poczniemy bez was! Oj niedola nasza, kto za nas modlić się będzie, kto poradzi w chorobie i kłopocie, kto pocieszy w nieszczęściu!
— Oj, sieroty my bez was, sieroty!
— A pamiętajcie tam o nas, a módlcie się za nami.
— A pobłogosławcież choć nam i temu maleństwu.
— Józiek, Maciek, oczy wytrzeszczaj...
patrz, jak mateczki wyglądają, abyś dzieciom kiedyś opowiedział.
— Oj, dolaż nasza nieszczęsna!
Na toż nam przyszło, że na poniewierkę ołtarzy Pańskich i świętych naszych panienek patrzeć muszą nasze oczy!
Tu i ówdzie zaciskają się pięści, młodszym iskry z oczu lecą.
Ale wszystko znów cichnie.
— Spokój, na Boga, spokój — szepną starsi. — Nie pomożemy nic, nieszczęście tylko zgotujemy im i sobie.
Pułkownik zielenieje znowu.
Podbiega do księdza dziekana i szarpie go brutalnie za rękaw od komży.
— Na pana składam odpowiedzialność za wszystko. To pan chciałeś tej Mszy, tej demonstracyi.
Teraz bunt się zaczyna... Ja każę strzelać..


<<Poprzednia 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 | 10 | 11 | 12 | 13 | 14 | 15 | 16 | 17 | 18 | 19 | 20 | 21 | 22 | 23 | 24 | 25 | 26 | 27 | 28 | 29 | 30 | 31 | 32 | 33 | 34 | 35 | 36 | 37 | 38 | 39 | 40 | 41 | 42 | 43 | 44 | 45 | 46 | 47 | 48 | 49 | 50 | 51 | 52 | 53 | 54 | 55 | 56 | 57 | 58 | 59 | 60 | 61 | 62 | 63 | 64 | 65 | 66 | 67 | 68 | 69 | 70 | 71 | 72 | 73 | 74 | 75 | 76 | 77 | 78 | 79 | 80 | 81 | 82 | 83 | 84 | 85 | 86 | 87 | 88 | 89 | 90 | 91 | 92 | 93 | 94 | 95 | 96 | 97 | 98 | 99 | 100 | 101 | 102 | 103 | 104 | 105 | 106 | 107 | 108 | 109 | 110 | 111 | 112 | 113 | 114 | 115 | 116 | 117 | 118 | 119 | 120 | 121 | 122 | 123 | 124 | 125 | 126 | 127 | 128 | 129 | 130 | 131 | 132 | 133 | 134 | 135 | 136 | 137 | 138 | 139 | 140 | 141 | 142 | 143 | 144 | 145 | 146 | 147 | 148 | 149 | 150 | 151 | 152 | 153 | 154 | 155 | 156 | 157 | 158 | 159 | 160 | 161 | 162 | 163 | 164 | 165 | 166 | 167 | 168 | 169 | 170 | 171 | 172 | 173 | 174 | 175 | 176 | 177 | 178 | 179 | 180 | 181 | 182 | 183 | 184 | 185 | 186 | 187 | 188 | 189 | 190 | 191 | 192 | 193 | 194 | 195 | 196 | 197 Nastepna>>