Z doliny łez





" Ja obiecywałam i uspokajałam go i śmiałam się, aby go uspokoić lepiej, a serce ścisnęło mi się strachem i bólem. A jeżeli przyjdzie go oddać im kiedyś, gdy dorośnie?
A jeżeli nie będę mogła dotrzymać obietnicy? I przyszło... i trzeba było oddać go, i teraz... teraz oni go wezmą całkiem, nazawsze odemnie i nigdy..
Ksiądz jej przerwał.
— Duszy mu wziąć nie potrafią. Ciało gnębić, to im wolno, zabić nawet wolno, ale duszę śmierć wyswobodzi.
Wróci do niebieskiego Ojca, jak motyl, zrzucający osłony poczwarki, jak orzeł lecący do światła, wróci omyta w krwi męczeńskiej — po nagrodę.
— A ja — zawołała — a ja co zrobię? A mnie jak żyć bez niego?
Ksiądz spojrzał na nią surowo.
— Czy jego kochasz, czy siebie w nim? — zapytał.
— Żal ci go dla ojczyzny, dla Boga?
To życie tak krótkie, czyste jeszcze i niewinne, mające się spalić w ogniu ofiary, chciałabyś widzieć zbrudzone nędzami życia, złamane zawodami i cierpieniem, kończące się
bez chwały i pożytku? A może taki byłby los Stasia. A teraz...
— A teraz, oni mi go zamęczą, zabiją!
— Bóg ofiar żąda na przebłaganie swego gniewu.
Każda ofiara, a zwłaszcza niewinna, zbliża godzinę łaski i przebaczenia, przeważa szalę sprawiedliwości...
Nie żałuj jej, poświęć syna, poświęć serce własne.....
To wola Boża To ofiara dla odkupienia wielu...
Przez chwilę trwało milczenie.
— Wiem o tem, zaczęła wreszcie matka moja cicho.
— Wiem, że Bóg żąda ofiary odemnie, wiem, że trzeba ją przynieść, że bunt daremny. Ale ciężko, serce się rwie.
Chciałoby się powiedzieć: bądź wola Twoja, a nie mogę, nie mogę...
— A przecie trzeba — rzekł ksiądz. — Trzeba. Chrześcianką jesteś.
— Jestem, chcę być.
chcę się poddać. Ale w tem jednem.. O dziecko mi chodzi — o Stasia mego!
— On także modli się w tej chwili. Ksiądz Osmólski jest przy nim, jak ja przy pani.
Ale on pewnie się nie buntuje.


<<Poprzednia 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 | 10 | 11 | 12 | 13 | 14 | 15 | 16 | 17 | 18 | 19 | 20 | 21 | 22 | 23 | 24 | 25 | 26 | 27 | 28 | 29 | 30 | 31 | 32 | 33 | 34 | 35 | 36 | 37 | 38 | 39 | 40 | 41 | 42 | 43 | 44 | 45 | 46 | 47 | 48 | 49 | 50 | 51 | 52 | 53 | 54 | 55 | 56 | 57 | 58 | 59 | 60 | 61 | 62 | 63 | 64 | 65 | 66 | 67 | 68 | 69 | 70 | 71 | 72 | 73 | 74 | 75 | 76 | 77 | 78 | 79 | 80 | 81 | 82 | 83 | 84 | 85 | 86 | 87 | 88 | 89 | 90 | 91 | 92 | 93 | 94 | 95 | 96 | 97 | 98 | 99 | 100 | 101 | 102 | 103 | 104 | 105 | 106 | 107 | 108 | 109 | 110 | 111 | 112 | 113 | 114 | 115 | 116 | 117 | 118 | 119 | 120 | 121 | 122 | 123 | 124 | 125 | 126 | 127 | 128 | 129 | 130 | 131 | 132 | 133 | 134 | 135 | 136 | 137 | 138 | 139 | 140 | 141 | 142 | 143 | 144 | 145 | 146 | 147 | 148 | 149 | 150 | 151 | 152 | 153 | 154 | 155 | 156 | 157 | 158 | 159 | 160 | 161 | 162 | 163 | 164 | 165 | 166 | 167 | 168 | 169 | 170 | 171 | 172 | 173 | 174 | 175 | 176 | 177 | 178 | 179 | 180 | 181 | 182 | 183 | 184 | 185 | 186 | 187 | 188 | 189 | 190 | 191 | 192 | 193 | 194 | 195 | 196 | 197 Nastepna>>