Z doliny łez





I potem to wszystko ustało, urwało się — i tak długo nie było nikogo, ktoby go kochał i miłość, choćby tylko życzliwość mu okazał.
On nie skarżył się, znosił cierpliwie i z poddaniem ale cierpiał bardzo. Człowiekiem był.
I teraz odzywał się w nim człowiek całą potęgą tajonego i krępowanego tak długo uczucia, całą potrzebą kochania, która u schyłku życia staje się tak wielką i trudną do
zgłuszenia. Odzywał się i wołał mu wciąż — a głos ten szedł mu do głowy, jak stare wino.
— Oto cię tam czekają — oto cię czekają ci, którym jesteś drogi, ci, co cię znali i ci, co tylko słyszeli o tobie.
I wybiegną przeciw tobie wszyscy, wszyscy, i wyciągną ku tobie dłonie i serca kochające i przygarną do siebie, i nagrodzą te długie lata bez słońca.
Wśród dzieci twoich dawnych i nowych złożysz zmęczoną głowę, spocznie przy nich znużona dusza twoja.
Przejechał przez Szwajcaryę.
Pomiędzy Lozanną a Genewą jechał z nim razem ksiądz miejscowy, który, dowiedziawszy się o kierunku jego podróży, zwrócił uwagę na jego strój duchowny.
— Czy nie byłoby lepiej przebrać się po świecku albo przynajmniej wziąć długi surdut zamiast sutanny? We Francyi tak teraz wzmogły się wpływy wolnych mularzy!
Znieważanie księży na ulicach i na kolei jest na porządku dziennym.
Ksiądz Władysław uśmiechnął się tylko.
— Nie boję się — rzekł. — Jadę do moich dzieci.
Znam je i oni mnie znają.
— Jesteś ksiądz pewien, że tam w ciągu tylu lat nie zaszły jakie zmiany... na gorsze, zwłaszcza w tych ostatnich złych czasach ?
Ksiądz pomilczał chwilę.
— Komuż miałbym ufać, jeśli nie im — rzekł wreszcie.
— Widzisz ksiądz: zmienić się mogą rządy, stronnictwa, prądy polityki — ale mnie do nich nic.
Niech dbają o to ci, co do ziemskich spraw się mieszają, ale ja od tego byłem zdaleka, i ja, i prace moje, i moje dzieci, które są pracy tej owocem.


<<Poprzednia 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 | 10 | 11 | 12 | 13 | 14 | 15 | 16 | 17 | 18 | 19 | 20 | 21 | 22 | 23 | 24 | 25 | 26 | 27 | 28 | 29 | 30 | 31 | 32 | 33 | 34 | 35 | 36 | 37 | 38 | 39 | 40 | 41 | 42 | 43 | 44 | 45 | 46 | 47 | 48 | 49 | 50 | 51 | 52 | 53 | 54 | 55 | 56 | 57 | 58 | 59 | 60 | 61 | 62 | 63 | 64 | 65 | 66 | 67 | 68 | 69 | 70 | 71 | 72 | 73 | 74 | 75 | 76 | 77 | 78 | 79 | 80 | 81 | 82 | 83 | 84 | 85 | 86 | 87 | 88 | 89 | 90 | 91 | 92 | 93 | 94 | 95 | 96 | 97 | 98 | 99 | 100 | 101 | 102 | 103 | 104 | 105 | 106 | 107 | 108 | 109 | 110 | 111 | 112 | 113 | 114 | 115 | 116 | 117 | 118 | 119 | 120 | 121 | 122 | 123 | 124 | 125 | 126 | 127 | 128 | 129 | 130 | 131 | 132 | 133 | 134 | 135 | 136 | 137 | 138 | 139 | 140 | 141 | 142 | 143 | 144 | 145 | 146 | 147 | 148 | 149 | 150 | 151 | 152 | 153 | 154 | 155 | 156 | 157 | 158 | 159 | 160 | 161 | 162 | 163 | 164 | 165 | 166 | 167 | 168 | 169 | 170 | 171 | 172 | 173 | 174 | 175 | 176 | 177 | 178 | 179 | 180 | 181 | 182 | 183 | 184 | 185 | 186 | 187 | 188 | 189 | 190 | 191 | 192 | 193 | 194 | 195 | 196 | 197 Nastepna>>