Reklama:





Zapraszamy:





Z doliny łez






Dziennników nie widywał — nie miał za co płacić za swoje a obcych nie umiał czytać i nie obchodziły go. Listów też nie odbierał prawie żadnych. Od kogożby?
W kraju nie miał nikogo. We Francyi...
Z Francyą zaszła rzecz dziwna. Tak jest. Tam były serca, uderzające do niego szczerze i gorąco.
Tyle łez płynęło, gdy się żegnał, tyle twardych ale drżących ze wzruszenia rąk ściskało dłoń przy rozstaniu.
Potem, przez tych parę lat, które spędził na Litwie, przychodziły do niego nieraz listy na grubym, źle złożonym papierze, niewprawną ręką pisane, ale bardzo poczciwe.
Z każdym wpadał mu promyk jasny do duszy. Pisali mu dawni wychowańcy, pisali chłopcy z ochrony do swego ojca, donoszono mu o wszystkich zmianach i wypadkach najdrobniejszych.
Zwyczajnie jak ojcu.
Potem zaczęło to się zmieniać. Listy stawały się rzadsze.
Dawni wychowańcy — to było jeszcze mniej dziwne: po całodziennej ręcznej pracy nie do pióra im było. Ale ci pisali przecie — nie pisali chłopcy z ochrony.
A im jednak musiało być łatwiej. Ksiądz się dziwił i martwił. Pisał kilkakrotnie i do nich i do księdza Garreaud, swego następcy i do Jacquota i innych jego kolegów.
Z zakładu odpowiedzi nie było. Ks.
Garreaud zawiadomił tylko, że już nie jest kierownikiem ochrony, ale kto go zastąpił, nie doniósł, i mimo kilkakrotnych zapytań swego poprzednika, odpisywał mu zawsze ogólnikowo,
wymijając odpowiedź na pytanie. To samo czynili dawni wychowankówie, tak że ks. Władysław nie wiedział, co myśleć.
Przypuszczał czasami, że ochronę spotkało jakieś nieszczęście lub że ją zamknięto. Odpędzał jednak od siebie prędko tę straszną myśl.
Cóż dziwnego? Listy muszą ginąć.
I rzeczywiście ginęło ich tyle. A dopieroź z zagranicy!
Ale tymczasem brakło mu ostatniej pociechy. Był sam, zupełnie sam, wśród leśnej puszczy, która go otaczała.
Był to jednak człowiek hartownej duszy i wiary gorącej.


<<Poprzednia 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 | 10 | 11 | 12 | 13 | 14 | 15 | 16 | 17 | 18 | 19 | 20 | 21 | 22 | 23 | 24 | 25 | 26 | 27 | 28 | 29 | 30 | 31 | 32 | 33 | 34 | 35 | 36 | 37 | 38 | 39 | 40 | 41 | 42 | 43 | 44 | 45 | 46 | 47 | 48 | 49 | 50 | 51 | 52 | 53 | 54 | 55 | 56 | 57 | 58 | 59 | 60 | 61 | 62 | 63 | 64 | 65 | 66 | 67 | 68 | 69 | 70 | 71 | 72 | 73 | 74 | 75 | 76 | 77 | 78 | 79 | 80 | 81 | 82 | 83 | 84 | 85 | 86 | 87 | 88 | 89 | 90 | 91 | 92 | 93 | 94 | 95 | 96 | 97 | 98 | 99 | 100 | 101 | 102 | 103 | 104 | 105 | 106 | 107 | 108 | 109 | 110 | 111 | 112 | 113 | 114 | 115 | 116 | 117 | 118 | 119 | 120 | 121 | 122 | 123 | 124 | 125 | 126 | 127 | 128 | 129 | 130 | 131 | 132 | 133 | 134 | 135 | 136 | 137 | 138 | 139 | 140 | 141 | 142 | 143 | 144 | 145 | 146 | 147 | 148 | 149 | 150 | 151 | 152 | 153 | 154 | 155 | 156 | 157 | 158 | 159 | 160 | 161 | 162 | 163 | 164 | 165 | 166 | 167 | 168 | 169 | 170 | 171 | 172 | 173 | 174 | 175 | 176 | 177 | 178 | 179 | 180 | 181 | 182 | 183 | 184 | 185 | 186 | 187 | 188 | 189 | 190 | 191 | 192 | 193 | 194 | 195 | 196 | 197 Nastepna>>