Z doliny łez





Od tych bogatych równin nad Rodanem, okolonych liliowymi szczytami niższych Alp, myśl jego lotem ptaka przeniosła go ku rodzinnym pagórkom dalekiej, kochanej Litwy, do łanów
„pozłacanych pszenicą, posrebrzanych żytem", do ludzi cichych, schylonych ku ziemi nędzą i postrachem, nieznających co drzewo wolności, co spokój, co godność człowieka i
szczęścia — i słowa zaczęły mu się rwać i zamierać na ustach.
— Wy tu szczęśliwi, wam wolno rzucać ziarna dobre w ziemię ojczystą i patrzeć, jak wschodzą bujnem wolności drzewem... Ale są inni, biedniejsi od was...
Oto staje przed oczyma memi ojczyzna moja daleka, najdroższa, tam milczy wszystko, cisza więzienia i grobu. Tylko łzy płyną... krew płynie...
Ach, za tę biedną, wy szczęśliwsi módlcie się, myślcie o niej.
Łzy mu przerwały i nie dały skończyć.
Ale kiedy schodził, wszyscy słuchacze na obszernym placu mieli oczy wilgotne.
Księdza ściskano, dziękowano mu głośno i ze wzruszeniem — mało co młodzież nie poniosła go w tryumfie do domu.
Przy bankiecie mer „w imię nieśmiertelnych zasad 1789 roku" zaproponował składkę na ochronę a nauczyciel rzucił pierwszy pięciofrankówkę do jego cylindra, wołając z
zapałem:
— Vive le pere Ladislas!
Dla uspokojenia jednak republikańskiego sumienia dodał, ale już ciszej:
— Cependant: a bas les calotins!
Proponowano też uroczyście, aby na pamiątkę
i tej pięknej chwili i zacnego założyciela ochrony, tę ostatnią nazwać jego imieniem.
Ksiądz Władysław uśmiechnął się tylko na tę propozycyę.
— W takim razie pozostałaby bezimienną, bo nikt przecie mego nazwiska nie potrafi wymówić.
Wówczas podniesiono myśl, aby ją nazwać „asyle du pere Ladislas", ale on sprzeciwił się i temu.
— Dajcie pokój, przyjaciele moi, — rzekł zmięszany.
— Nie dla siebie przecie, nie dla głupiej chwały i rozgłosu to robiłem. I na prawdę, nie ja robiłem, nie ja... ot, zrobiło się jakoś samo. Bóg najwięcej, potem dobrzy ludzie...
Co tam gadać o takich drobiazgach.


<<Poprzednia 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 | 10 | 11 | 12 | 13 | 14 | 15 | 16 | 17 | 18 | 19 | 20 | 21 | 22 | 23 | 24 | 25 | 26 | 27 | 28 | 29 | 30 | 31 | 32 | 33 | 34 | 35 | 36 | 37 | 38 | 39 | 40 | 41 | 42 | 43 | 44 | 45 | 46 | 47 | 48 | 49 | 50 | 51 | 52 | 53 | 54 | 55 | 56 | 57 | 58 | 59 | 60 | 61 | 62 | 63 | 64 | 65 | 66 | 67 | 68 | 69 | 70 | 71 | 72 | 73 | 74 | 75 | 76 | 77 | 78 | 79 | 80 | 81 | 82 | 83 | 84 | 85 | 86 | 87 | 88 | 89 | 90 | 91 | 92 | 93 | 94 | 95 | 96 | 97 | 98 | 99 | 100 | 101 | 102 | 103 | 104 | 105 | 106 | 107 | 108 | 109 | 110 | 111 | 112 | 113 | 114 | 115 | 116 | 117 | 118 | 119 | 120 | 121 | 122 | 123 | 124 | 125 | 126 | 127 | 128 | 129 | 130 | 131 | 132 | 133 | 134 | 135 | 136 | 137 | 138 | 139 | 140 | 141 | 142 | 143 | 144 | 145 | 146 | 147 | 148 | 149 | 150 | 151 | 152 | 153 | 154 | 155 | 156 | 157 | 158 | 159 | 160 | 161 | 162 | 163 | 164 | 165 | 166 | 167 | 168 | 169 | 170 | 171 | 172 | 173 | 174 | 175 | 176 | 177 | 178 | 179 | 180 | 181 | 182 | 183 | 184 | 185 | 186 | 187 | 188 | 189 | 190 | 191 | 192 | 193 | 194 | 195 | 196 | 197 Nastepna>>