Z doliny łez






Tego dnia — działo się to już za cesarstwa, w dziesiątek lat po spotkaniu z Jacquofem — ten ostatni zjawił się przed księdzem.
Był to dwudziestopięcioletni młodzieniec, najlepszy ślusarz w okolicy, wykształcony kosztem księdza u znakomitego majstra w La Bregue, potem w samym Lyonie, a tak porządny, że mu
majętny wieśniak z Saint-Troil obiecał córkę swą za żonę. Chłop też z niego zrobił się barczysty i dzielny, prosto i wesoło patrzący w świat Boży.
Dawnego złodzieja kur i sakiewek niktby się w nim nie domyślił.
Jeszcze pracował jako główny czeladnik w Graves, ale zaraz po weselu miał warsztat założyć w Saint-Troil.
Ks.
Władysławowi rozchmurzyła się twarz na widok najstarszego wychowanka, do którego czuł zawsze słabość. Zapomniał na chwilę o swych kłopotach.
— Cóż słychać z tobą, Jakóbie — rzekł, uśmiechając się i ściskając chłopca za rękę. — Czy Berta zdrowa i kiedyż wesele?
— Na wesele jeszcze czas — odparł chłopiec — ale coś z naszą ochroną źle słychać. Pieniędzy brak. Czy to prawda?
Ksiądz westchnął i ręką machnął.
— Czy to pierwszy raz — rzekł, próbując się uśmiechnąć. — Sam wiesz, przypomnij jeno.
Ile to razy chleba brakło, i kasztanów, i kartofli, i mieliście pół porcyi na obiad, a na wieczeczę Bóg dał zawsze. I teraz tak będzie. Ufam mocno.
— Ale czy ojciec pomyślał ze swej strony o tem, jak złemu zaradzić, bo to mówią przecież: sam sobie dopomagaj, to i Bóg ci dopomoże!
Ksiądz głowę spuścił i nic nie odpowiedział. Chłopak popatrzył na niego i pokiwał głową.
— Tak, tak, rozumiem — mruknął. — Jak zwykle. — Opatrzność...
— szepnął ksiądz.
— Oczywiście — odparł Jacquot, kiwając głową — trzeba tylko, żeby ktoś postarał się być jej narzędziem.
W kwadrans potem ks, Władysław odprowadził, rozmawiając, swego wychowanka do drzwi ochrony.


<<Poprzednia 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 | 10 | 11 | 12 | 13 | 14 | 15 | 16 | 17 | 18 | 19 | 20 | 21 | 22 | 23 | 24 | 25 | 26 | 27 | 28 | 29 | 30 | 31 | 32 | 33 | 34 | 35 | 36 | 37 | 38 | 39 | 40 | 41 | 42 | 43 | 44 | 45 | 46 | 47 | 48 | 49 | 50 | 51 | 52 | 53 | 54 | 55 | 56 | 57 | 58 | 59 | 60 | 61 | 62 | 63 | 64 | 65 | 66 | 67 | 68 | 69 | 70 | 71 | 72 | 73 | 74 | 75 | 76 | 77 | 78 | 79 | 80 | 81 | 82 | 83 | 84 | 85 | 86 | 87 | 88 | 89 | 90 | 91 | 92 | 93 | 94 | 95 | 96 | 97 | 98 | 99 | 100 | 101 | 102 | 103 | 104 | 105 | 106 | 107 | 108 | 109 | 110 | 111 | 112 | 113 | 114 | 115 | 116 | 117 | 118 | 119 | 120 | 121 | 122 | 123 | 124 | 125 | 126 | 127 | 128 | 129 | 130 | 131 | 132 | 133 | 134 | 135 | 136 | 137 | 138 | 139 | 140 | 141 | 142 | 143 | 144 | 145 | 146 | 147 | 148 | 149 | 150 | 151 | 152 | 153 | 154 | 155 | 156 | 157 | 158 | 159 | 160 | 161 | 162 | 163 | 164 | 165 | 166 | 167 | 168 | 169 | 170 | 171 | 172 | 173 | 174 | 175 | 176 | 177 | 178 | 179 | 180 | 181 | 182 | 183 | 184 | 185 | 186 | 187 | 188 | 189 | 190 | 191 | 192 | 193 | 194 | 195 | 196 | 197 Nastepna>>