Z doliny łez






Sowietnik ręką tylko skinął, żeby nie przeszkadzać, a ksiądz już rozpoczynał modlitwy, poprzedzające Ostatnie namaszczenie.
Po ceremonii staruszek ożywił się na chwilę.
— Dziękuję, serdecznie dziękuję — rzekł, ściskając rękę proboszcza — Takąś mi łaskę wyrządził. Takim spokojny teraz i szczęśliwy, szczęśliwy...
Istotnie, zdawało się, jakby jasność szła od niego.
Przy obiedzie żartował trochę, uśmiechał się ciągle.
Wypił swój kieliszek starego wina za zdrowie swych kochanych lokatorów.
Po obiedzie, który się spóźnił trochę, ojciec mój wyszedł z księdzem do ogrodu, matka miała także jakieś gospodarskie zajęcia, staruszka, korzystając z ciepłego dnia,
wyniesiono na świeże powietrze.
Był początek września.
Na drzewach mieniły się wszystkie barwy tęczy — tu i ówdzie tylko sosny i świerki przerywały złocistą i purpuową falę barw ciemnymi płatami jednostajnej, niezmiennej zieleni.
Słońce zniżało się już ku zachodowi.
Przez powycinane i napół tylko gąszczem zarosłe szczerby klombów i szpalerów i przez gałęzie poprzerzedzane z liści, płynęły szerokie smugi złotego światła.
Od głównego stawu, którego tylko niezarosła część błyszczała w słońcu, słychać było krzyki i śmiechy kąpiących się chłopaków.
Od dworu dochodziły uderzenia młotów i okrzykiwania sią rzemieślników. Tylko w ogrodzie zarosłym, zniszczonym i zdziczałym było bardzo cicho i świeżo.
Staruszek siedział w fotelu bez ruchu, z oczami wpatrzonemi przed siebie, w przestrzeń. Usta poruszały mu się lekko: widocznie się modlił.
Zbliżyłem się do niego.
— Siądź przy mnie — rzekł mi, przytrzymując mnie ręką — i nie odchodź odemnie. Zmęczony jestem i senny trochę, a tak mi dobrze mieć cię przy sobie.
Usiadłem i próbowałem bawić go rozmową, na jaką mnie było stać.


<<Poprzednia 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 | 10 | 11 | 12 | 13 | 14 | 15 | 16 | 17 | 18 | 19 | 20 | 21 | 22 | 23 | 24 | 25 | 26 | 27 | 28 | 29 | 30 | 31 | 32 | 33 | 34 | 35 | 36 | 37 | 38 | 39 | 40 | 41 | 42 | 43 | 44 | 45 | 46 | 47 | 48 | 49 | 50 | 51 | 52 | 53 | 54 | 55 | 56 | 57 | 58 | 59 | 60 | 61 | 62 | 63 | 64 | 65 | 66 | 67 | 68 | 69 | 70 | 71 | 72 | 73 | 74 | 75 | 76 | 77 | 78 | 79 | 80 | 81 | 82 | 83 | 84 | 85 | 86 | 87 | 88 | 89 | 90 | 91 | 92 | 93 | 94 | 95 | 96 | 97 | 98 | 99 | 100 | 101 | 102 | 103 | 104 | 105 | 106 | 107 | 108 | 109 | 110 | 111 | 112 | 113 | 114 | 115 | 116 | 117 | 118 | 119 | 120 | 121 | 122 | 123 | 124 | 125 | 126 | 127 | 128 | 129 | 130 | 131 | 132 | 133 | 134 | 135 | 136 | 137 | 138 | 139 | 140 | 141 | 142 | 143 | 144 | 145 | 146 | 147 | 148 | 149 | 150 | 151 | 152 | 153 | 154 | 155 | 156 | 157 | 158 | 159 | 160 | 161 | 162 | 163 | 164 | 165 | 166 | 167 | 168 | 169 | 170 | 171 | 172 | 173 | 174 | 175 | 176 | 177 | 178 | 179 | 180 | 181 | 182 | 183 | 184 | 185 | 186 | 187 | 188 | 189 | 190 | 191 | 192 | 193 | 194 | 195 | 196 | 197 Nastepna>>