Z doliny łez





Darya Aleksiejewna skończyła cicho, szeptem prawie, potem stała przez chwilę jeszcze, zamyślona, wreszcie skłoniła się staruszkowi bardzo nisko, rosyjskim obyczajem „w pas" i
odeszła powoli do domu.
Sowietnik pozostał na miejscu, patrząc na nią, pytając siebie, czy to sen i ułuda. Przekonał się jednak, że to była rzeczywistość.
Kiedy nakiwawszy się głową i naruszawszy ramionami, wrócił wreszcie do Maksymowej chaty, zastał już tam tuzin kacapów i dwie fury, przygotowane na przewiezienie jego niewielu
gracików.
Chłopi stali zdaleka, przypatrując się temu i szepcząc między sobą pocichu, bardzo jakoś nieufni.
Korzystając z chwili, kiedy nikt na nich nie zwracał uwagi, Maksym wziął starego na stronę. Odradzał mu przenoszenie się. Bał się zmiany humoru, awantur, prześladowań.
Gwałtem go przecież z chaty zabrać nikt nie mógł, a gdyby i tak było, to lepiej już wynieść się do Teplika. Kącik cichy, spokojny, nikt tam bruździć mu nie będzie.
Ale z tymi ludźmi! Boże chroń biedy! Lepiej z nimi nie zadawać się, zdaleka być.
Sowietnik na to głową tylko potrząsł.
— Nie może to być — rzekł.
— Obiecałem, że póki będę mógł, zostanę — i zostanę. Gwałtem wyrzucili, to już nie moja wina była. Teraz pozwalają wrócić, a jabym się ociągał? Niechże Bóg broni!
Grzechby był. A zrobić mi? Co zrobią staremu?
I przeniósł się nazad do oficynki. Tym razem nie zawiodły go dobre przeczucia. Miał już spokój.
Nikt o niego nie troszczył się, ale i nikt mu nie dokuczał.
Darya Aleksiejewna nie przyszła do niego, patrzeć na jego siwe włosy i wspominać dawne dzieje, ale zachowała dla staruszka przez jakiś czas trochę życzliwej pamięci.
Posyłała mu owoce, ciasta, wino, zimą kazała dawać opał. Moskiewska służba rozkradała to, ale łaska wszechwładnej pani była znaną i zabezpieczała sowietnikowi spokój.
Po paru miesiącach zapomniano o nim we dworze zupełnie — i z tem mu było najlepiej.
***
Lata przeszły.


<<Poprzednia 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 | 10 | 11 | 12 | 13 | 14 | 15 | 16 | 17 | 18 | 19 | 20 | 21 | 22 | 23 | 24 | 25 | 26 | 27 | 28 | 29 | 30 | 31 | 32 | 33 | 34 | 35 | 36 | 37 | 38 | 39 | 40 | 41 | 42 | 43 | 44 | 45 | 46 | 47 | 48 | 49 | 50 | 51 | 52 | 53 | 54 | 55 | 56 | 57 | 58 | 59 | 60 | 61 | 62 | 63 | 64 | 65 | 66 | 67 | 68 | 69 | 70 | 71 | 72 | 73 | 74 | 75 | 76 | 77 | 78 | 79 | 80 | 81 | 82 | 83 | 84 | 85 | 86 | 87 | 88 | 89 | 90 | 91 | 92 | 93 | 94 | 95 | 96 | 97 | 98 | 99 | 100 | 101 | 102 | 103 | 104 | 105 | 106 | 107 | 108 | 109 | 110 | 111 | 112 | 113 | 114 | 115 | 116 | 117 | 118 | 119 | 120 | 121 | 122 | 123 | 124 | 125 | 126 | 127 | 128 | 129 | 130 | 131 | 132 | 133 | 134 | 135 | 136 | 137 | 138 | 139 | 140 | 141 | 142 | 143 | 144 | 145 | 146 | 147 | 148 | 149 | 150 | 151 | 152 | 153 | 154 | 155 | 156 | 157 | 158 | 159 | 160 | 161 | 162 | 163 | 164 | 165 | 166 | 167 | 168 | 169 | 170 | 171 | 172 | 173 | 174 | 175 | 176 | 177 | 178 | 179 | 180 | 181 | 182 | 183 | 184 | 185 | 186 | 187 | 188 | 189 | 190 | 191 | 192 | 193 | 194 | 195 | 196 | 197 Nastepna>>