Z doliny łez






Noc już była, kiedy do oficyny ukradkiem wsunął się Maksym z dwoma innymi gospodarzami i z chłopakiem Sowietnika.
Stary ani się poruszył.
— Co powiecie?
— szepnął bezdźwięcznym głosem.
— A cóż, bieda i nieszczęście — rzekł Maksym pocichu, nachylając się do jego ręki. — Na koniec nam przyszło biedakom.
Ot i panu już kącika pozazdrościli.
— Pozazdrościli — powtórzył sowietnik tym samym głuchym głosem.
— Więc my przyszli zebrać rzeczy, pomaleńku, pocichutku, żeby ci czorci nie znęcali się i żeby, Boże broń, tak jak tamtego razu nie było.
Sowietnik ręką machnął.
— Wszystko już jedno — szepnął.
— A niech Bóg zachowa, nie wszystko jedno. My nie damy starych kości waszych poniewierać.
Nim co, zabierze się wszystko pięknie do mnie, złoży się w pustej obórce; panu w świetlicy zaścielemy, wyporządzimy aż miło, i będzie spokój.
Zechcecie potem, to sobie co znajdziecie w Tepliku, czy w Humaniu. Nie, to taki nie zabraknie u nas ciepłego kąta i strawy.
Stary roztajał trochę, rozrzewnił się.
— Bóg wam zapłać, dobrzy, kochani ludzie — rzeki ze łzami — ale nie bójcie się, abym wam był ciężarem.
Ot, byle graty złożyć tymczasem w jakim kącie i jednę, dwie nocy samemu przytulić się. Jutro zaraz jadę do Teplika, tam stancyjkę sobie upatrzę.
Nie pojechał jednak.
Wynoszenie się z tych dwóch izdebek, w których myślał dokołatać życia, zwaliło go z nóg. Chłopi się poprzestraszali, chodzili koło niego na palcach.
Sprowadzili worożychę z Krasnosiółki. Za parę dni zwlókł się wprawdzie z tapczanu, ale sił mu brakło do jazdy.
Posłał w niedzielę Andryjka, starszego syna Maksyma, aby mu wyszukano stancyjkę w Tepliku. Andryjko wrócił z pomyślną wiadomością.
— Stancya się znalazła i bardzo porządna, w dawnym klasztorze sióstr, zniesionym przez rząd, a będącym własnością prywatną.


<<Poprzednia 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 | 10 | 11 | 12 | 13 | 14 | 15 | 16 | 17 | 18 | 19 | 20 | 21 | 22 | 23 | 24 | 25 | 26 | 27 | 28 | 29 | 30 | 31 | 32 | 33 | 34 | 35 | 36 | 37 | 38 | 39 | 40 | 41 | 42 | 43 | 44 | 45 | 46 | 47 | 48 | 49 | 50 | 51 | 52 | 53 | 54 | 55 | 56 | 57 | 58 | 59 | 60 | 61 | 62 | 63 | 64 | 65 | 66 | 67 | 68 | 69 | 70 | 71 | 72 | 73 | 74 | 75 | 76 | 77 | 78 | 79 | 80 | 81 | 82 | 83 | 84 | 85 | 86 | 87 | 88 | 89 | 90 | 91 | 92 | 93 | 94 | 95 | 96 | 97 | 98 | 99 | 100 | 101 | 102 | 103 | 104 | 105 | 106 | 107 | 108 | 109 | 110 | 111 | 112 | 113 | 114 | 115 | 116 | 117 | 118 | 119 | 120 | 121 | 122 | 123 | 124 | 125 | 126 | 127 | 128 | 129 | 130 | 131 | 132 | 133 | 134 | 135 | 136 | 137 | 138 | 139 | 140 | 141 | 142 | 143 | 144 | 145 | 146 | 147 | 148 | 149 | 150 | 151 | 152 | 153 | 154 | 155 | 156 | 157 | 158 | 159 | 160 | 161 | 162 | 163 | 164 | 165 | 166 | 167 | 168 | 169 | 170 | 171 | 172 | 173 | 174 | 175 | 176 | 177 | 178 | 179 | 180 | 181 | 182 | 183 | 184 | 185 | 186 | 187 | 188 | 189 | 190 | 191 | 192 | 193 | 194 | 195 | 196 | 197 Nastepna>>