Reklama:





Zapraszamy:





Z doliny łez





Nawet do swego ogródka wychodził tylko ukradkiem bardzo rano, albo po zachodzie słońca, żeby dojrzeć kwiatków, którymi zaczął się zajmować od chwili ustania dawniejszych
zajęć i spacerów, W niedzielę chyłkem wymykał się boczną ulicą do chaty Maksyma, u którego stały i przez cały tydzień robiły jego koniki, do kościoła tylko panu swemu
potrzebne.
Aż razu jednego zdarzyło się, że Meliton Nikiforowicz wstał lewą nogą z łóżka, potem zachłysnął się wódką przy porannym kieliszku, potem dostał od swego przyjaciela
sprawnika poufną wiadomość, o jakiejś skardze, wniesionej na niego do gubernatora (głupstwo oczywiście taka skarga, nie będą przecie wiary dawali jakiemuś głupiemu Polaczkowi
przeciw niemu, sztabskapitanowi, ale zawsze nieprzyjemna historya, bo poco to mają niepotrzebnie gadać o człowieku?
); wreszcie na domiar złego parobek, którego kazał sobie przyprowadzić, ażeby go w obecności swej oćwiczyć rózgami, umknął i przepadł bez wieści.
Wobec tylu nieprzyjemności, nie dziw, że pan sztabskapitan był w fatalnym humorze i szukał tylko kogoś, aby na niego gniew spędzić.
Trzebaż nieszczęścia, że mu właśnie w tej chwili na myśl nawinął się sowietnik.
— Co ten stary czort myśli sobie, że jeszcze nie wyniósł się ztąd — wrzasnął wściekły. — Co on chce tutaj wiekować, czy co ?
Wołać mi go zaraz i
Za kwadrans sowietnik zjawił się uśmiechnięty i błyszczący guzikami i medalami, jak zwykle.
— Cóż, upatrzyliście sobie gniazdko jakie na nową siedzibę, Józefie Wincentowiczu ? — zaczął odrazu sztabskapitan, witając się.
— Na jaką nową siedzibę?
— zapytał staruszek ze zdziwieniem.
— No na tę, na którą przeniesiecie się ztąd.
— Ja ztąd nigdzie się nie przeniosę, tylko chyba na cmentarz.
— Tfu jego, z cmentarzem.
Po co wspominać? Więc jakże, to pan myślisz zostać tu, jak przedtem?
— A myślę.
— A masz na to pozwolenie?
— Na co pozwolenia? Przecie mnie nie wygonią.
Meliton Nikiforowicz stropił się trochę.


<<Poprzednia 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 | 10 | 11 | 12 | 13 | 14 | 15 | 16 | 17 | 18 | 19 | 20 | 21 | 22 | 23 | 24 | 25 | 26 | 27 | 28 | 29 | 30 | 31 | 32 | 33 | 34 | 35 | 36 | 37 | 38 | 39 | 40 | 41 | 42 | 43 | 44 | 45 | 46 | 47 | 48 | 49 | 50 | 51 | 52 | 53 | 54 | 55 | 56 | 57 | 58 | 59 | 60 | 61 | 62 | 63 | 64 | 65 | 66 | 67 | 68 | 69 | 70 | 71 | 72 | 73 | 74 | 75 | 76 | 77 | 78 | 79 | 80 | 81 | 82 | 83 | 84 | 85 | 86 | 87 | 88 | 89 | 90 | 91 | 92 | 93 | 94 | 95 | 96 | 97 | 98 | 99 | 100 | 101 | 102 | 103 | 104 | 105 | 106 | 107 | 108 | 109 | 110 | 111 | 112 | 113 | 114 | 115 | 116 | 117 | 118 | 119 | 120 | 121 | 122 | 123 | 124 | 125 | 126 | 127 | 128 | 129 | 130 | 131 | 132 | 133 | 134 | 135 | 136 | 137 | 138 | 139 | 140 | 141 | 142 | 143 | 144 | 145 | 146 | 147 | 148 | 149 | 150 | 151 | 152 | 153 | 154 | 155 | 156 | 157 | 158 | 159 | 160 | 161 | 162 | 163 | 164 | 165 | 166 | 167 | 168 | 169 | 170 | 171 | 172 | 173 | 174 | 175 | 176 | 177 | 178 | 179 | 180 | 181 | 182 | 183 | 184 | 185 | 186 | 187 | 188 | 189 | 190 | 191 | 192 | 193 | 194 | 195 | 196 | 197 Nastepna>>